Creative Commons License
Zdjęcia są dostępne
wg licencji Creative Commons
-Podanie autorstwa
("przemyski.blox.pl")
-Użycie niekomercyjne
-Bez utworów zależnych
2.5 Polska
.






Przeszukaj zasoby strony:
Blog > Komentarze do wpisu

Przemyśl w dodatku "Turystyka"

Przemyśl stał się bohaterem weekendowego dodatku do Gazety Wyborczej "Turystyka". Gdybyście przeoczyli, to cały artykuł można przeczytać tutaj .

A teraz kilka uwag na marginesie. Zdjęcia w wersji papierowej są mało zachęcające. Przedstawiają miasto sprzed wielu lat, kiedy większość zabytków nie była wyremontowana. To trochę tak, jak gdyby Warszawę reklamowano zdjęciami odrapanego Wilanowa sprzed remontu. Niby nie zmienia to wartości artystycznej, czy poznawczej, ale nikogo nie trzeba przekonywać jak istotne jest tzw. "pierwsze wrażenie"... Naprawdę redakcja nie posiadała lepszych zdjęć?

Artykuły w "Turystyce" mają to do siebie, że zawsze są dość powierzchowne. Ponieważ jestem zapalonym turystą, czytam je z przyzwyczajenia, ale wielokrotnie zadaję sobie pytanie, czy aby technika pracy redaktorów "Turystyki" nie polega na zwyczajnym "zbieraniu" informacji przez internet, a następnie tworzeniu rozmaitych artykułów w stylu "tu byłam". Przypuszczenie jest o tyle uzasadnione, że teksty często zawierają wiele błędów i aż przykro jest czytać (w poważnym dzienniku) teksty zawierające mnóstwo uogólnień, uproszczeń i przekłamań. Zwłaszcza, jeśli dotyczą krajów czy miejsc, które są mi doskonale znane.

Nie inaczej jest w przypadku Przemyśla. Choć ogólny ton artykułu jest zachęcający i sympatyczny, to naprawdę, mam wrażenie, że wielu błędów dałoby się uniknąć. Wynikają one niestety z braku rzetelności.

Najważniejsze błędy postanowiłem wynotować:

Uwaga o zamku wybudowanym przez Kazimierza Wielkiego "bielejącym nad parkowym wzgórzem": "urody dodają mu późniejsze renesansowe baszty z attykami". Tymczasem wzgórze ma jednoznaczną nazwę i od zawsze nazywa się Wzgórzem Zamkowym, a z zamku Kazimierza Wielkiego nie zostało niemal nic, co byłoby widoczne do dzisiaj (prawdopodobnie jedynie ostrołukowa brama wjazdowa pochodzi z czasów Kazimierza).

Miło jest poczytać o twierdzy, że była to "jedna z największych fortyfikacji w Europie", ale chyba dla czytelnika nieobeznanego z tematem, ciekawsza byłaby informacja, że to bezwzględnie trzecia co do wielkości twierdza w Europie, a według niektórych druga (jeśli nie liczyć Antwerpii). Tej informacji zabrakło.

Autorka przybliża dzieje tradycyjnych rzemiosł - fajczarstwa i ludwisarstwa, przy okazji opisywania pobytu w "Muzeum Fajek i Dzwonów". Następnie, po dłuższych opisach, czytamy: "w muzeum Felczyńskich zobaczymy m. in dzwon "Paweł" z 1938 roku" (nie wyjaśniono, dlaczego dzwon z XX wieku miałby być jakąś atrakcją?) oraz "Jedna z najcenniejszych pamiątek, to dzwon z przemyskiego ratusza z 1740 roku". Jest jeden problem. Muzeum Dzwonów i Fajek nie jest "Muzeum Felczyńskich", a takie muzeum jak "Muzeum Felczyńskich" (słynna przemyska rodzina ludwisarzy) nie istnieje! Wydaje się, że autorka odwiedziła dwa muzea, a tymczasem, pomimo stosowania dwóch różnych nazw, wciąż chodzi o tę samą placówkę.

Autorka opisuje wrażenia z przemyskiego Rynku: "przyciąga mnie zielona fasada Muzeum Historii Miasta, które niedługo przeniesie się do nowego gmachu na Placu Berka Joselewicza". Znów potworny błąd, bo Muzeum Historii Miasta nigdzie się nie wyprowadza i nie ma takich planów. To najmłodsze przemyskie muzeum w dopiero odrestaurowanej kamienicy. Błąd powstał stąd, że Muzeum Historii Miasta jest jedną z kilku filii Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej, które rzeczywiście przeprowadzi się niebawem ze swojej głównej siedziby do nowego budynku.

"Na Zasanie (...) przechodzę współczesnym Mostem Orląt Przemyskich prowadzącym pod pomnik kresowych obrońców polskości" - autorka chyba nie wie, że ci "kresowi obrońcy polskości" to właśnie Orlęta Przemyskie (czy Przemyśl to już kresy?), wydaje się, że tego nie sposób nie zauważyć będąc w mieście (wielki napis na pomniku "Orlętom Przemyskim"). Ale już zaraz, w tym samym zdaniu, spotykamy kolejny, rażący błąd "prowadzącym pod pomnik kresowych obrońców polskości i klasztor Dominikanów(!)". Otóż dawny Klasztor Dominikanów znajduje się na Starym Mieście, a autorka myli Klasztor Dominikanów z Klasztorem Benedyktynek. I jedno zakon i drugie...

Pomijamy opis staromiejskich kościołów i skupiamy się na Katedrze: "podziwiam jej gotycką, mocną, lecz strzelistą bryłę (XV/XVI wiek) i wolnostojącą barokową dzwonnicę. Cóż, każdy kto widział przemyską katedrę, stwiedzi, że na pewno nie można jej określić mianem "strzelista" ( w literaturze wręcz dominuje określenie "przysadzista"). Gotyckie jest tu wyłącznie(!) prezbiterium, a pozostała (znacznie większa) część to barok. Także samą dzwonnicę nie można nazwać "barokową", bo w swojej obecnej formie jest znacznie młodsza, co najwyżej jest to neobarok.

Na zakończenie prawdziwy "przebój": "w sąsiedztwie katedry zatrzymuje mnie jeszcze dworek Stanisława Orzechowskiego, głośnego politycznego publicysty Oświecenia". Autorka najwyraźniej nie odróżnia Odrodzenia od Oświecenia! Tym razem nie będzie komentarza....

Czy są to błędy godne największej gazety codziennej w Polsce, odpowiedzcie sobie sami. Czy autorka rzeczywiście przechadzała się przemyskimi ulicami, także. Szkoda.

wtorek, 11 września 2007, jsherburt

Polecane wpisy

  • Co to?

  • Czy ktoś jeszcze pamięta?

    Znalezione w pewnym warszawskim mieszkaniu... Chyba najbardziej znanym produktem tego dawno upadłego zakładu były wiśnie w likierze, w charakterystycznym, walco

  • Jesień bez

    Nie mogę sobie wyobrazić jesieni bez :-)

Komentarze
Gość: jasiek, *.hsd1.il.comcast.net
2007/09/11 19:24:43
Oj, a mi sie wydaje ze "prawdziwym przebojem" jest to" Nad szczytem góruje 22-metrowa postać Chrystusa pod Krzyżem zawierzenia miasta Bożemu Miłosierdziu z 2000 r"- to raczej krzyz ma 22 metry a nie postac Chrystusa, oj nie bylo sie w Przemyslu , nie bylo.Pozdrowiam
-
Gość: , 80.50.236.*
2007/09/11 19:54:03
Jeżeli chodzi o to czy Przemyśl jest miastem kresowym, to z pełną odpowiedzialnością można powiedzieć, że Tak, ponieważ jest początkiem kresów.
Niegdyś na łamach miesięcznika "Nasz Przemyśl" opisywał to bodajże świetny przemyski historyk Pan Lucjan Fac.
Jeżeli znajdę ten nr to postaram się podać dokładnie z którego jest miesiąca.
-
Gość: , 80.50.236.*
2007/09/11 22:01:56
Znalazłem. W "Naszym Przemyślu" z sierpnia 2006 w artykule pod tytułem "Kresowe Madonny" pan Lucjan Fac pisze: "(...)Ja chciałem jedynie przy okazji sierpnia, który jest przecież miesiącem Maryjnym po raz następny podkreślić, do jakiego stopnia związani jesteśmy tradycją z Kresami, których byliśmy, tutaj na linii Sanu, zawsze początkiem. Początek Kresów. To brzmi dumnie. Z drugiej strony jednak, dokąd można było najdalej wycofać się na Kresach, aby z nich nie uciec ? Chyba właśnie tutaj, na teren ziemi przemyskiej.(...)"
Więc jeżeli przyjmiemy tą historyczną optykę, to śmiało możemy powiedzieć, że jesteśmy miastem kresowym - "To brzmi dumnie".
-
2007/09/11 23:46:24
Bardzo dziękuję za przytoczenie źródła. Pojęcie Kresów jest dosyć elastyczne, dla jednych to już Przemyśl, dla drugich Lwów, a dla trzecich dopiero Chocim i Kamieniec Podolski ( końcu o nich mówi się "kresowe twierdze"). Znaczenie tego pojęcia zmieniało się też wraz ze zmianami granic. Nie uważam, żeby określenie "kresy" miało pejoratywny wydźwięk, raczej obecnie podkreśla pewien mit romantyczno-turystyczny. Jest to, jak sam Pan napisał optyka historyczna, niezbyt przystająca do współczesności, przynajmniej moim zdaniem. O ile mit kresów jest przydatny w turystyce, to chyba nie sprawdzi się w relacjach biznesowych czy inwestycyjnych ;)
To wszystko są uwagi na marginesie głównego wątku. Sednem sprawy jest wiele błędów rzeczowych w wyżej wymienionym artykule. Nie uważam, żeby przymiotnik "kresowy" był w nim użyty błędnie, miałem jedynie drobne wątpliwości, które wyraziłem, a na które Pan odpowiedział. Nie chciałbym jednak, by przysłoniło nam to meritum sprawy, a jest nim brak dziennikarskiego profesjonalizmu.
Pozdrawiam
-
Gość: Kostek, 80.50.236.*
2007/09/12 02:29:36
Witam ponownie. W poprzednich postach zapomniałem dodać loginu do wypowiedzi:)

Jeżeli już dyskutujemy o błędach rzeczowych, to warto dodać, iż artykuł z wyborczej nie jest jedynym, który mija się z realiami.
Jakiś czas temu (nie pamiętam imienia i nazwiska pani), została wydana książka pt. Groch i kapusta(?). Była to książka przypominająca przewodnik po Bieszczadach.
Oczywiście nie zabrakło w nim mowy o naszym grodzie. I jak przy wielu takich publikacjach pojawiły się błędy np. przy opisywaniu kościoła O. Franciszkanów, z boku tekstu widniało zdjęcie ambony z kościoła O. Franciszkanów tyle, że tych z Kalwarii Pacławskiej. A zdjęcie podpisano "Ambona z kościoła O. Franciszkanów w Przemyślu".
Pamiętam, także jak kilka lat temu został wydany za nasze publiczne pieniądze przewodnik po Przemyślu, który z przewodnikiem nie miał wiele wspólnego, czytelnik mógł się m.in. dowiedzieć, że Muzeum NZP "zostało wybudowane w stylu eklektycznym czyli żadnym."
Zastanawiam się kto jest temu winien, czy włodarze miasta ze względu na słabą reklamę, czy ludzkie lenistwo ?

A propos Kresów, to napisałem o nich, gdyż nie wiele osób zdaje sobie z tego sprawę, że Przemyśl (idąc za słowami p. Lucjana Faca) jest miastem kresowym.
Nie jest to powód do wstydu ale do dumy jak napisał wspomniany historyk w swoim artykule. I też nie potrafię pojąć dlaczego młodzież niekiedy wstydzi się Przemyśla. Ale to już totalna dygresja.

p.s. Świetny blog, oby tak dalej.

Pozdrawiam
-
2007/09/12 08:57:15
Jeśli ma pan na myśli przewodnik napisany kilka lat temu przez Joannę Markin, to należy on do moich ulubionych, a jego negatywne przyjęcie wytłumaczyłem sobie chyba tylko brakiem poczucia humoru i dystansu wśród niektórych dziennikarzy i recenzentów. Uważam, że właśnie w tym przewodniku, jak w żadnym innym, udało się oddać duch miasta, a jego lekki styl sprawia, że doskonale nadaje się do czytania. Chyba nie byłem odosobniony, bo bardzo trudno go obecnie kupić, a nakład został dawno wyczerpany.
Tak to już jest, że dla niektórych eklektyzm to nie styl ;)

Odnosząc się do dygresji: mam wrażenie, że jakiś dziwny pesymizm przez Pana przemawia - nie znam i nie znałem osób, które wstydziłyby się tego miasta, z moich doświadczeń wynika coś całkiem odwrotnego. Jak można wstydzić się rodzinnych stron, kiedy należą one do najładniejszych, najciekawszych, najbardziej kolorowych zakątków Polski? :)

Poza wszystkim: mogę wybaczyć błędy w lokalnych i niskonakładowych publikacjach, mam problemy z wybaczeniem błędów poważnemu dziennikowi. Przyzwyczaiłem się, że prasę mogę czytać bez weryfikacji w zakresie prostej faktografii. Widocznie muszę zmienić przyzwyczajenia i zastanawiać się za każdym razem "czy aby to prawda?"
Czy autorka widziała kościół Świętego Jana, czy Świętego Dominika? Czy coś jest strzeliste, czy przysadziste? Czy ma 22 metry, czy osiem?

Wracając do skandalicznych przypadków wydawniczych, to jest nim Encyklopedia Turystyczna Polski wydawnictwa Pascal - część haseł w tej ładnie wydanej księdze jest przepisana z Wikipedii - oczywiście nigdy w całości, ale zdarzają się zdania tak charakterystyczne, że nie budzi to wątpliwości, szczególnie jeśli ktoś pamięta starsze edycje haseł.

Niestety takie są praktyki rynkowe - minimum wkładu pracy, maksimum zysku. Szkoda, że GW do nich dołączyła.