Zakładki:
1. MIASTO:
2. OKOLICE:
3. BLOGI MIEJSKIE:
4. INNE BLOGI:
KONTAKT:

Creative Commons License
Zdjęcia są dostępne
wg licencji Creative Commons
-Podanie autorstwa
("przemyski.blox.pl")
-Użycie niekomercyjne
-Bez utworów zależnych
2.5 Polska
.






Przeszukaj zasoby strony:
poniedziałek, 09 maja 2011

O przemyskim Rynku dalszy ciąg dyskusji…

Kiedy obserwuję zachowania poszczególnych frakcji w sprawie dalszych losów przemyskiego Rynku, to dochodzę do wniosku, że w tym specyficznym mieście problemem jest, nie jak często bywa - brak aktywności, co właśnie potężna społeczna nadaktywność.

Przemyski Rynek. Miejsce ze swoistym urokiem, będącym splotem ukształtowania terenu, historii i architektury, ale też miejsce absolutnie, boleśnie beznadziejne. Zaniedbane i zawstydzające. W powszechnym uświadomieniu tego faktu miałem drobne zasługi, bo zdjęcia rynkowych kuriozów z tego bloga krążyły w sieci – ku satysfakcji ich autora.

Były szanse na pieniądze unijne, w pozyskiwaniu których miasto ma całkiem liczne sukcesy. Szanse te, przynajmniej częściowo, przepadły. Nie chcę się tu wdawać w analizę tego dlaczego tak się stało, czy rzeczywiście przyczyny były takie,  jak podał Ratusz, czy może inne. Na pewno nie przysłużył się brak zgody i protesty w mediach.  Wrzawa wokół planowanej i coraz mniej realnej inwestycji trwa nadal, jakby nic się nie zmieniło przez ostatnie lata. Był to czas całkowicie zmarnowany. Strony (a są już trzy) okopały się na swoich stanowiskach i nie zamierzają się ze sobą komunikować. Nie wypada tu nie zauważyć, że tak pojmowana komunikacja jest przede wszystkim obowiązkiem uprzywilejowanych – czyli strony miejskiej. To ona powinna wciągać do gry pozostałe stowarzyszenia i powinno się to dziać na akceptowanych przez wszystkich  warunkach. Tymczasem pomysł strony miejskiej jest następujący: zrobimy wielkie kolorowe plansze, ustawimy je w widocznym miejscu, a lud przemyski się wypowie, wrzucając karteczkę do wybranej urny. Przy czym, do koncepcji miejskiej oraz bardzo tajemniczej koncepcji Towarzystwa Ulepszania Miasta dołączyła trzecia – chłopaków z FRP (Forum Rozwoju Przemyśla).  Taki pomysł jest z gruntu zły – nie gwarantuje ani reprezentatywności werdyktu ani nie daje podstaw właściwego wyboru. Nota bene: nigdy nie byłem przekonany czy sztuka i architektura to coś, co powinno być oceniane w referendach. No dobrze, przejdźmy dalej – czym te wszystkie projekty się różnią, o co w nich chodzi?

Ugrupowanie Ratusza

Usilnie lansuje projekt wykonany przez ś.p. Jacka Mermona. Przyznam, że nie jestem wielbicielem jego twórczości na przemyskiej niwie, choć czasem mówię sobie „to nie jest takie złe, przecież można było gorzej” – bo można gorzej, patrząc na wiele innych polskich miast. Ale jest to słabe usprawiedliwienie. Koncepcja jest „jakaś taka” postmodernistyczna, dla wielbicieli kółek, fal i czujących strach przed kątem prostym. W dodatku w samym sercu rynku zakłada powstanie obiektu quazi komercyjnego, a tego ludzie nie lubią. Obiekt ten – przyskarpowy pawilon z tarasem, kawiarnią i zapleczem sceny, ma być „współczesny ale nawiązujący”, co dobrze nie wróży całości, nawet na wizualizacjach. Zakłada też wyrzucenie wszystkich drzew, czego byłem od zawsze wielkim zwolennikiem (wcale nie musicie się ze mną zgadzać). Projekt miejski w czasach powszechnego „niedo” (niedouczenia, niedoczytania) dziennikarzy, nastawionych na produkcję szybkich newsów obrósł całą masą mitów i to na nich wyłącznie skupiła się „merytoryczna dyskusja”. Jednym z takich mitów jest rzekome „wypłaszczenie Rynku”, co miałoby mu odebrać unikalny w kraju walor pochyłości. Otóż tak nie jest i nigdy nie było, projekt zakładał jedynie wyrównanie niewielkiej części dzisiejszego placu rynkowego, tam gdzie stoi fontanna (nazywana przeze mnie betonową cembrowiną) z niedźwiedziami. Założenie to służy nawet uwypukleniu faktu pochyłości, ponieważ plac przed dzisiejszym ratuszem nie jest właściwym Rynkiem, który znajduje się obok. Ale na tłumaczenia jest za późno, bo lud prosty już wie, z pomocą lokalnych dziennikarzy i zwłaszcza internautów: chcą nam wszystko wyrównać, chcą zabrać drzewa i chcą „wybudować sklepy”. To nie przejdzie, jakkolwiek mało prawdziwe by było. Z drugiej strony upór ugrupowania miejskiego jest zastanawiający, podejście do projektu J. Mermona cokolwiek nabożne, jakby nie można było z czegoś zrezygnować, czegoś uprościć, jakąś część drzew zostawić…  (i tak uschną ;-)

Ugrupowanie TUM-u (Towarzystwa Ulepszania Miasta)

Towarzystwo Ulepszania Miasta specjalizuje się głównie w Public Relations. A to Magda Gessler, przebywając akurat w Przemyślu podpisze petycję w sprawie Rynku, a to grupa szanowanych krakowskich i przemyskich intelektualistów podpisze list otwarty. Czasem mam wrażenie, że nie wiem o co tak naprawdę chodzi Towarzystwu, bo treść tych wszystkich listów i petycji bywa bardzo emocjonalna, a równocześnie zaskakująco mało merytoryczna.  Jak wygląda projekt TUM-u, nie udało mi się dociec. Wiadomo, że jest on jakąś hybrydą pomysłów miejskich oraz własnych i że jest bardziej konserwatywny w wyrazie, tzn. zachowuje więcej walorów zastanych zamiast ingerować w tkankę miasta. Nie mam tu najmniejszych pretensji, Towarzystwo jest bowiem organizacją non profit i niby dlaczego miałoby opłacać własnego architekta do stworzenia alternatywnego projektu? Oni, słusznie, sytuują się w roli osób, które mówią „to tak, a tamto nie” – i na tym w normalnych krajach polega dyskusja pomiędzy „organem samorządowym” a społeczeństwem zrzeszonym w różnych organizacjach. Dlaczego ta dyskusja przebiega tak opornie? Dlaczego miasto usiłuje wtłoczyć TUM w rolę, która nie jest mu pisana? Nie wiem, ale mam podejrzenia, o których pisać (jeszcze) nie wypada.

Ugrupowanie FRP (Forum Rozwoju Przemyśla)

Chyba zdecydowanie najbardziej kuriozalne. FRP (link) to grupa młodych ludzi, zafascynowanych inwestycjami i szeroko pojętymi „możliwościami rozwoju” Przemyśla. Jeśli tego typu organizacje zajmują się patrzeniem władzy na ręce, zadawaniem trudnych pytań czy podsuwaniem pomysłów, ich rola jest nie do przecenienia. Jeśli natomiast zaczynają się bawić w tworzenie architektury i projektowanie przestrzeni miejskiej, to powstają rzeczy poniżej jakiejkolwiek krytyki. Otóż chłopcy z FRP wymyślili sobie odbudowę przemyskiego ratusza oraz tzw. kamienicy Jeleniów, stojącej do II WŚ w miejscu rynkowej skarpy. Do całego zamieszania (nie pierwszego!) przyczyniły się „niefortunne wizualizacje” z Rzeszowa. A było to tak: otóż kiedyś miasto(?) zamówiło cykl trójwymiarowych grafik, które miały przestrzennie pokazać możliwość odtworzenia kilku ważnych, a już nie istniejących obiektów zabytkowych. Same budynki zostały na nich potraktowanie w sposób niezwykle umowny, bo też wizualizacje przygotowali specjaliści od grafiki komputerowej i oświetlenia, a nie architekci czy historycy architektury. Powstały one na Wydziale Elektrotechniki i Informatyki Politechniki Rzeszowskiej, pod nadzorem dr H.  Wachty. Po ich upublicznieniu w Internecie stały się pożywką dla niejednego pryszczatego miłośnika dawnego Przemyśla oraz przyczynkiem do setek nie najmądrzejszych dyskusji  na forach – wrażenie było takie, że oto istnieją projekty tych wszystkich fantastycznych budynków i tylko od czyjejś decyzji i zapasu środków w miejskiej kasie zależy, czy zostaną one odbudowane, czy też zostaną zapomniane i zaprzepaszczone. No więc huknęło gromkim „odbudować!” Na tym samym pomyśle opiera się idea FRP. Tylko  że jest to straszliwy, pseudo historyczny, nieudolny kicz, będący czyimś mglistym wyobrażeniem jak mógł wyglądać przemyski ratusz. O ratuszu wiadomo tylko tyle, że należał do najwspanialszych w Polsce. Znany jest z 2 (słownie: dwóch!) niezbyt szczegółowych widoków, które, aby było trudniej, przedstawiają budowlę w dwóch fazach. W "Civitates Orbis Terrarum" G. Brauna (link) widzimy okazałą budowlę w stylistyce renesansu, na fresku w kościele Franciszkanów, przedstawiającym mord zakonników z rąk Wołochów,  w stylistyce wczesnego baroku (tak wyglądał najprawdopodobniej ratusz w chwili malowania fresku, czyli w roku 1773). Od 200 lat ratusza w Przemyślu nie ma i nikt go nie widział. Nie wiadomo nawet dokładnie w którym miejscu obecnego Rynku ów ratusz stał, nigdy nie przeprowadzono stosownych ku temu prac archeologicznych. I nagle ta pokraczna, niska budowla z hełmem niczym wieża ciśnień, to ma być przemyski ratusz??? Ja rozumiem, że wiedza z zakresu historii sztuki i architektury staje się coraz bardziej elitarna, rozumiem że prosty lud wszystko kupi, ale na litość boską, czy grupa fanów inwestycji to jest podmiot, który powinien przedstawiać jeden z RÓWNORZĘDNYCH projektów zagospodarowania Rynku??? Piszę o tym, bo projekt FRP uzyskał właśnie taki, równorzędny status jako jedna z trzech propozycji do rozważenia…  To może służyć chyba tylko stronnictwu miejskiemu w walce z TUM-em. Idźmy dalej: kamienica Jeleniów. Wiadomo jak wyglądała, zachowało się wiele zdjęć, pocztówek. Czy to taka wybitna architektura, godna przywracania? Jak na Przemyśl, jest to kamienica bardzo, bardzo przeciętna. Jej jedyną zaletą, jest to, że wypełnia dla niektórych bolesną, dla niektórych przyjemną (ten widok z góry skarpy!) dziurę w miejskiej zabudowie. Jeśli więc chcemy zapełnić wyrwę, to tylko kamienicą Jeleniów, tylko czy na pewno chcemy? Miasto zyska mniejszy, może bardziej miejski i bardziej foremny Rynek, zasłoniętych zostanie kilka kamienic, w tym moja ulubiona (z galerią antyków), grodzka będzie trochę dłuższą niż dziś ulicą, a słynne schody staną się przejściem pomiędzy dwiema kamienicami. To wszystko. Rzecz godna rozważenia (w przeciwieństwie do ratusza) ale jak to się ma do dominujących postulatów o ochronie specyfiki miejsca?

No i na zakończenie: historycznie rzecz biorąc ratusz nigdy „nie widział się” z kamienicą Jeleniów, tworzymy więc konserwatorską fikcję. Kiedy istniał ratusz, przemyski rynek był stosunkowo niewielkim placem, otoczonym z czterech stron kamienicami. Dom Jeleniów powstał po wyburzeniu ratusza i po pozbyciu się prawie całej zachodniej pierzei zabudowy – jako jej relikt, zamykający przestrzeń do strony potężnej skarpy, którą wiedzie ulica Grodzka. Czy tak można? Czy tak się powinno? A może trzeba się na coś zdecydować?  Czy można sobie dowolnie wybierać obiekty z każdej epoki, w celu stworzenia „naprawdę pięknego” (tutaj potężna dawka ironii) miasta? A może to tylko problem akademicki? Ludzie chcą ratusza… Może należałoby zatrudnić historyka architektury, który znając z grubsza proporcje, zaprojektowałby coś na kształt renesansowego ratusza, po 100 latach i tak nikt nie będzie pamiętał już, że to „bardzo dowolna rekonstrukcja”. Już widzę ten raban w kraju, towarzyszący podjęciu takiego działania. Poznań odbudowuje właśnie Zamek Przemysła, znany z znacznie większej ilości widoków niż dwa, a i tak towarzyszą temu niesłychane kontrowersje i zarzuty o tworzenie fikcji, Disneylandu dla mieszkańców i turystów, który nie będzie miał wiele wspólnego z prawdziwym zamkiem, którego wygląd i szczegółowe rozwiązania nie są znane. Tak czy inaczej – taka tematyka zupełnie nie jest obecna na łamach mediów lokalnych, które skupiają się głównie na „ratowaniu pochyłości” i innych podobnych, a równie nic nie wnoszących aspektach. Projekt FRP, jako swoiste kuriozum, będzie zaś prezentowany jako realna alternatywa wobec projektu miejskiego i wariacji na temat projektu miejskiego, jaką prawdopodobnie będzie projekt TUM. FRP (link) już pochwaliło się wizualizacją, na której kaleka i nieproporcjonalna kamienica Jeleniów sąsiaduje z równie, a może i bardziej kalekim i śmiesznym ratuszem, potencjalnie nie mającym niemal nic wspólnego z oryginałem. Za to mamy idealnie zieloną zieleń, błękitne niebo z obłokami – ludzie to kupią. Obok – najzupełniej poważna urzędowa prośba stowarzyszenia, które uważa że zamiast dziwacznych konsultacji z wrzucaniem głosu do urny, miasto powinno zamówić poważne badanie społeczne i okazać respondentom projekty (w tym oczywiście ich – błękitno-zielony) i na tej podstawie podjąć decyzję. „Poniżej przedstawiamy pierwszą wizualizację koncepcji zagospodarowania Rynku proponowaną przez Stowarzyszenie  Forum Rozwoju Przemyśla. W dniu wystawienia na mieście plansz z wizualizacjami zaprezentujemy pozostałe ujęcia pokazujące bliżej zalety naszej propozycji”.

Mam prośbę, niech meblarstwem zajmują się stolarze, niech fryzjerzy czeszą i strzyżą, niech architekci projektują, urbaniści planują, archeolodzy badają, historycy sztuki analizują i zbierają dane. Bo inaczej to powstają rzeczy śmieszne i niegodne. I nie stają się ani trochę mniej śmieszne, kiedy traktowane są całkiem poważnie.

Link do artykułu w "Gazecie" "Walka o przemyski Rynek wciąz trwa. Chcą badań, nie urn"

i wcześniejszy "Wycinka drzew początkiem przebudowy Rynku?"

Machina ruszyła: "Przemyski Rynek w trzech odsłonach", FRP przedstawiło swoją wizję (link), a miasto swoją (link)...

 



 

Dziękuję i do usłyszenia. I pamiętajcie, że wcale nie musicie sie ze mną zgadzać.

niedziela, 20 marca 2011

Tak sobie myślę, że czas się na coś zdecydować. W moim przypadku oznacza to, że czas się pożegnać. Nie było żadną tajemnicą, że blog ten był od samego początku spojrzeniem z oddali. To spojrzenie miało sens, kiedy było regularne i wiązało się z czynną obserwacją miejsca i przestrzeni. Ta strona była też wyrazem mojej pasji krajoznawczej oraz pełniła chyba funkcję terapeutyczną – pomagała mi odejść, jednocześnie zachowując łączność z miastem, które – choć zawsze pozostanie mi bliskie – stało się już bardzo, bardzo dalekie.

Przemyśl jest miastem którego nie da się ot tak zapomnieć ani wymazać. Jednak nasza wzajemna relacja jest już inna, wewnętrzna. Wciąż mu kibicuję, wciąż czytam o lokalnych sprawach, ale jest to już wiedza niemal wyłącznie prasowa.

Angażuje mnie inne miasto, inna przestrzeń. Nie powiem, że lepsza czy gorsza – nigdy nie rozważałem tego w tych kategoriach. Ale też nie potrafię nie żywić pozytywnych uczuć do miejsca w którym mieszkam (a było tych miejsc już kilka), więc zawsze jestem żarliwym lokalnym patriotą. Pewnie tego także nauczył mnie Przemyśl. Kochaj swoje miasto – ono Ci odpłaci.

Spacerując po Przemyślu czuję się coraz bardziej obco. Mijam nieznane mi sklepy, nowe przybytki gastronomiczne, blaszane super i hipermarkety, centra handlowe ze sklepami, o których sądziłem, że nie pojawią się tutaj za mojego życia ;-) Mam nadzieję, że to wszystko pójdzie w dobrą stronę, że walory wyróżniające to miasto spośród wielu innych nie zostaną utracone. Trzymam kciuki.

Obserwacja nieudanych remontów, tragicznych przeróbek, nonszalancji z jaką traktowane jest historyczne dziedzictwo, zawsze napawała mnie poczuciem bezsilności. Mam nadzieję, że to się skończy.

Dziękuję wszystkim stałym i okazjonalnym gościom, którzy zachęcali mnie swoimi komentarzami i dzielili się spostrzeżeniami – to był dla mnie zaszczyt i przede wszystkim, wielka przyjemność.

Nie twierdzę, że już nigdy nie pojawią się tu nowe zdjęcia, ale nawet jeśli, to będzie się to działo bardzo nieregularnie.

Do zobaczenia!

01:47, jsherburt
Link Komentarze (16) »
środa, 03 listopada 2010
środa, 20 października 2010

 

Przemyśl. Kościół Karmelitów

To troche prywata. Wspomnienie pewnego ślubu...

wtorek, 28 września 2010

 

Przemyśl Główny PKP

Zegar ma wrócić na swoje miejsce. Ciekawe, czy cyferblat będzie nadal podświetlał się na zielono (a może na żółto?)

Ten zegar można nazwać "zegarem stresu". Odjechał czy nie odjechał? Biec czy iść? Stać w kolejce czy kupić u konduktora? Zamienić jeszcze kilka słów czy wybiec bez pożegnania z "to do zobaczenia" rzuconym w biegu?

Przemyśl Główny PKP

Peron, który chwilowo przestał istnieć

Przemyśl Główny PKP

Niby nie było aż tak źle...  Zwłaszcza w porównaniu do innych miast. Ale gdyby się dokładniej przyjrzeć, wychodzi na jaw fakt, że to tylko przyzwyczajenie.

Przemyśl Główny PKP

Pusta hala. Kasy już tu nie wrócą, przynajmniej tak wynika z planów. Dziwny pomysł...

Przemyśl Główny PKP

Tam był Bar. Jednak szybko go zamknięto.

 

Przemyśl Główny PKP

Łyk optymizmu na zakończenie.

wtorek, 21 września 2010
poniedziałek, 20 września 2010

 

Przemyśl Główny PKP

Pierwsza z cyklu. Zamknięte kasy, błądzący ludzie. Przemyśl Główny dzień po zamknięciu hali dworcowej i całego dworca w ogóle. Planowane  otwarcie w roku 2012... Tylko,  że wtedy wszystko tu będzie inne niż pamiętamy. Z jednej strony, nie ma czego żałować, z drugiej - kiedyś, przez tyle lat, to było moje okno na świat, miejsce rozstań i powrotów. Ale częściej rozstań.

wtorek, 07 września 2010

 

 

Jedno z ciekawszych miejsc, odkrytych w czasie rowerowych wypraw anno 2010. Wiecie gdzie to jest?

20:15, jsherburt , okolice
Link Komentarze (11) »
sobota, 04 września 2010
piątek, 03 września 2010

 

Przemyśl. Byłe osiedle Pstrowskiego

Dumnie wznosi robotniczą dłoń...

Pozostałość po niegdysiejszym Osiedlu im. Wincentego Pstrowskiego, przodownika pracy. Obecnie osiedle biskupa Glazera....

18:59, jsherburt , detale
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33