Zakładki:
1. MIASTO:
2. OKOLICE:
3. BLOGI MIEJSKIE:
4. INNE BLOGI:
KONTAKT:

Creative Commons License
Zdjęcia są dostępne
wg licencji Creative Commons
-Podanie autorstwa
("przemyski.blox.pl")
-Użycie niekomercyjne
-Bez utworów zależnych
2.5 Polska
.






Przeszukaj zasoby strony:
czwartek, 30 sierpnia 2007

Kopystanka jest najwyższym wzniesieniem Pogórza Przemyskiego. Znajduje się w bardzo urokliwej i niemal zupełnie odludnej okolicy, a sam wierzchołek żywo przypomina miniaturę bieszczadzkich połonin, przez co oferuje zupełnie nietypowe, wielokilometrowe panoramy w niemal 360 stopniach. Rośnie tu wiele chronionych roślin - "połoninka" jest rezerwatem przyrody. W pogodne dni można stąd dojrzeć grzebiety Bieszczad.

Pogórze Przemyskie - widok z Kopystanki

Pogórze Przemyskie - widok z Kopystanki

Na górę prowadzą znakowane szlaki piesze - czerwony z Przemyśla (i z Birczy) oraz żółty z Rybotycz. Wjazd rowerem jest niemal niemożliwy ze względu na brak wydeptanych ścieżek. Pozostaje wprowadzenie roweru na ostatnim odcinku ;)

Pogórze Przemyskie - Kopystanka

 

14:14, jsherburt , okolice
Link Komentarze (2) »
środa, 29 sierpnia 2007
wtorek, 28 sierpnia 2007

... które niezmiennie fascynują i skłaniają do fotografowania, nawet jeśli podobne zdjęcia już publikowaliśmy...

 

Przemyśl - widok na stare miasto

 

Widok z Zasania na Stare Miasto i wylot krótkiej ulicy Kościuszki, którą dochodzimy do Rynku. Gmach po lewej to dawny klasztor i szpital Bonifratrów, wzniesiony w końcu XVII wieku, przejęty przez państwo w czasie "kasat galicyjskich" (wtedy też rozebrano przylegający kościół). Potem był tu urząd cyrkularny (za czasów galicyjskich), starostwo, komitet wojewódzki PZPR (od 1975), a obecnie mieści się tu Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych... Ciekawe zmiany, prawda?

W tle wieże kościołów - Karmelitów, d. Jezuitów (obecnie to katedra greckokatolicka) i Franciszkanów. 

 

niedziela, 26 sierpnia 2007

Winna Góra nie bez powodu uchodzi za najlepszy punkt widokowy na miasto. Słoneczny, południowy stok, gdzie niegdyś znajdować się miały winnice, oferuje widoki na praktycznie całe Stare Miasto - odwrotnie niż popularne Zniesienie i okolice Kopca Tatarskiego, z którego można oglądać przede wszystkim dużo mniej atrakcyjne Zasanie. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie...

W końcu lat osiemdziesiątych powstało osiedle składające się ze standardowych "wieżowców" z wielkiej płyty, ustawionych w sposób wołający o pomstę do nieba. Lokatorzy na pewno mają piękne widoki, turyści niekoniecznie... To chyba największy błąd w całej powojennej rozbudowie miasta. 

Przemyśl - Widok z Winnej Góry

W takiej sytuacji pomocny okazuje się zoom :)

Zbliżenie na kościoły Starego Miasta:

Przemyśl - kościoły Starego Miasta

Okolice Katedry i pałacu biskupiego:

Przemyśl - katedra i okolice

I jeszcze Zamek Kazimierzowski:

Przemyśl - widok na zamek

sobota, 25 sierpnia 2007
piątek, 24 sierpnia 2007

kapliczka pod Brylińcami

Kapliczka przydrożna, usytuowana na niewielkim pagórku (nasypie?), przy drodze Olszany - Brylińce. Jedna z bardziej klimatycznych, typowych dla wsi pogórza. Mijam ją w drodze do Kopyśna - miejscowości, o której niebawem...

13:06, jsherburt , okolice
Link Komentarze (2) »
sobota, 18 sierpnia 2007

Najlepiej zachowane dawne obwarowania miejskie przy ulicy Basztowej

Tuż za nimi znajduje się klasztor Ojców Karmelitów Bosych.

Z daleka, w niszy znajduje się figurka Św. Józefa.

czwartek, 09 sierpnia 2007

Po Galicji - okładka

Niestety nie wiem, czy na ukształtowanie się zainteresowań Martina Pollacka miało wpływ jego specyficznie „polsko brzmiące” nazwisko. Wiadomo natomiast, że autor „Po Galicji” studiował m.in. historię Polski i Europy środkowej w Polsce i był tutaj stałym korespondentem niemieckiego Spiegla, oraz, że przetłumaczył na język niemiecki niemal cały dorobek literacki Ryszarda Kapuścińskiego. Czy człowiek o takiej biografii nie wydaje się idealnym kandydatem na twórcę quasi reporterskiej, historycznej podróży po dawnej Galicji wschodniej?

Sam tytuł tej książki jest wieloznaczny – autor odbywa podróż „po” w sensie dosłownym, prowadząc narrację wzdłuż traktów kolejowych i drogowych, zatrzymując się w mniejszych lub większych miastach, przywołując ich opisy, wspomnienia, powiązane z nimi fragmenty utworów literackich, także często zapomniane (przynajmniej w Polsce) ciekawostki. Można go też rozumieć głębiej - jest to czas Po Galicji – gdyż tamtego kraju i ludzi już nie ma. Sama Galicja przestała istnieć nie tylko w sensie administracyjnym, stracona bezpowrotnie została jej dusza, oparta na koegzystencji, wielości kultur, religii i narodów.

Był to specyficzny świat, w którym nie znano jeszcze pojęcia jednorodności. Świat Polaków, Rusinów, Żydów, Niemców czy Ormian. Świat wielu wyznań: katolicyzmu obu obrządków, prawosławia, judaizmu, wielu kultur, wielu języków i stąd wielu literatur. Ale też świat wyjątkowej wręcz biedy i beznadziei – tutaj, okiem Austriaka, szczególnie nakreślony – zaniedbanych i brudnych żydowskich „sztetlów”, domokrążców, małorolnych chłopów emigrujących masowo za ocean, zapyziałej prowincji, analfabetów, błotnistych ulic w których rynsztokach można było utonąć, Hucułów nasączających koszule masłem, pewnej szczególnej martwoty i bezruchu, z którego co zdolniejsze i bardziej wrażliwe jednostki marzyły u ucieczce, o karierze urzędniczej czy naukowej w cesarskim Wiedniu.

Ta książka jest chyba ważniejsza dla niemieckojęzycznej części Europy – bo przywraca Galicji należne jej miejsce w historii i przypomina ilu pisarzy i ciekawych zjawisk zawdzięcza kultura europejska tej zapomnianej prowincji cesarstwa Habsburgów. Dla Polaków może być o tyle interesująca, że przywraca rzeczy właściwe proporcje – przypomina, że nie byliśmy sami, że nasze cierpienia nie były jedynymi cierpieniami, że nasza nędza nie była jedyną nędzą, a nasz mit Galicji, jako ziemi, na której w krytycznym momencie historii mogła bez ograniczeń kwitnąć polska kultura i nauka nie jest jedynym mitem. Z resztą, akurat w Galicji wschodniej mit Polaka, to mit ziemianina, przedstawiciela warstw uprzywilejowanych i raczej wykształconych.

Przyjęty schemat podróży wzdłuż komunikacyjnych szlaków i wynikające z nich opisy miast mogą być trochę nużące dla osób nie zainteresowanych tematem, czasem można odnieść wrażenie, że to sztywne założenie kompozycyjne nie pozwala opowieści płynąć swobodnie i rozwijać się w sposób nieoczekiwany.

Autor zaczyna swą opowieść od Przemyśla, przywołując literacką relację pewnego węgierskiego pisarza (z Galicji rodem) o kotlecie z gwoździem, podanym w eleganckiej, dworcowej restauracji. Autor został sądowo zmuszony do odwołania kalumnii, ale kotlet pozostał w literaturze... (i żyje nadal - jako dowód na nędzę Galicji przytacza to zdarzenie mocno niedouczony w kwestiach historycznych Franz Forstner – autor monografii „Twierdza Przemyśl” – wydanej przez wydawnictwo „Bellona”) Są tu też ciekawe wspomnienia zapomnianej u nas Helene Deutsch – znanej psycholog, asystentki i uczennicy Zygmunta Freuda, dla której to miasto pozostało „centrum świata” nawet po emigracji do Ameryki. (Młodzieńczą miłością Deutsch był Herman Liebermann – jeden z największych działaczy przedwojennej PPS, człowiek którego grób istnieje do dziś na cmentarzu żydowskim w Przemyślu i któremu miasto zawdzięcza monumentalny gmach dawnego Domu Robotniczego, pierwszej w Galicji instytucji powstałej ze składek robotniczych, mającej nieść kaganek oświaty wśród warstw pracujących). Potem jest tylko ciekawiej – o chasydach i podziałach religijno – obyczajowo – językowych istniejących wśród galicyjskich Żydów, o Rusinach, którzy właśnie stawali się Ukraińcami, o rodzących się nacjonalizmach, niebywałym rozkwicie prasy (w średniej wielkości mieście ukazywało się kilkanaście i więcej tytułów, swoje „organy” miały wszelkie stowarzyszenia i koła, a to wszystko pomimo ogromnego analfabetyzmu) o zapomnianych Bojkach, wojowniczych Hucułach i o cudownej recepturze na porost włosów. Na kartach tej książki powraca świat umarły – cuchnący brudem, zdechłą kurą gnijącą w kałuży i pachnący kolonialnym sklepem, pierwszorzędną kawą i egzotycznymi owocami . Przerażający biedą i zacofaniem, fascynujący wyrastającymi tu talentami i prawdziwą wielokulturowością, - taką, której nie ma już nigdzie.

Przemyśl jest jedynym miastem z opisywanych w książce, które zostało w Polsce. Na turystach mogą wywierać wrażenie dwie katedry i dwóch biskupów, bliskość Ukrainy i „duch Galicji wschodniej”, ale nie da się zapomnieć, że w miejscu dzielnicy żydowskiej i społeczności żyjącej w tym miejscu niemal od tysiąca lat, jest kilka pustych placów. Że ten Przemyśl w niewielkim stopniu przypomina tamten... Jeszcze gorzej jest z Galicją – nie było powodów byśmy mieli Galicję kochać, ale było wiele, by się nią fascynować. Ta książka Wam w tym pomoże.

środa, 01 sierpnia 2007

W tle majaczy Kalwaria Pacławska...
22:59, jsherburt , okolice
Link Komentarze (2) »