Zakładki:
1. MIASTO:
2. OKOLICE:
3. BLOGI MIEJSKIE:
4. INNE BLOGI:
KONTAKT:

Creative Commons License
Zdjęcia są dostępne
wg licencji Creative Commons
-Podanie autorstwa
("przemyski.blox.pl")
-Użycie niekomercyjne
-Bez utworów zależnych
2.5 Polska
.






Przeszukaj zasoby strony:
niedziela, 30 września 2007
piątek, 21 września 2007
wtorek, 18 września 2007

Dziś krótka relacja z wyciągu narciarskiego. Jak dotąd nie miałem okazji skorzystać z niego w zimie, więc nadszedł czas latem. Jak się okazuje, w ciepłe, letnie weekendy, chętnych jest całkiem dużo. Widok z samego początku trasy:

 

Wyciąg narciarski Przemyśl

 

Pokonujemy ulicę Sanocką, na tym odcinku liny wyciągu są bardzo wysoko:

 

Widok z wyciągu

 

Krótka przesiadka z wyciągu nr 1 na wyciąg nr 2 i już widzimy trasę narciarską:

 

Wyciąg narciarski Przemyśl

 

...a nawet "tor saneczkowy" (moim zdaniem nie jest to najlepsza nazwa):

 

Przemyśl - tor saneczkowy

 

Zbliżamy się do stacji górnej. Są tu dwie knajpki z przyjemnymi ogródkami (z widokiem), chatka gopr-u, pomieszczenia obsługi wyciągu i toru saneczkowego. Całkiem przyjemnie i gwarnie.

 

Przemyśl wyciąg narciarski

 

Jak widać wyciągiem można zabrać ze sobą rower :) Istnieją nawet trasy zjazdowe dla rowerów, choć mając w planach całodniową wycieczkę w Pogórze, nie skorzystałem z nich. Ostatnie spojrzenie do tyłu, z widokiem na dolinę Sanu:

 

Przemyśl - wyciąg narciarski

 

I to już koniec. Jeszcze ostatnie spojrzenie na osiedla Zasania:

 

Przemyśl - widok na Zasanie

 

13:41, jsherburt , varia
Link Komentarze (5) »
sobota, 15 września 2007
czwartek, 13 września 2007
nienadowa
Obecnie własność prywatna, ale postępów w pracach renowacyjnych nie widać.

16:25, jsherburt , okolice
Link Komentarze (14) »
wtorek, 11 września 2007

Przemyśl stał się bohaterem weekendowego dodatku do Gazety Wyborczej "Turystyka". Gdybyście przeoczyli, to cały artykuł można przeczytać tutaj .

A teraz kilka uwag na marginesie. Zdjęcia w wersji papierowej są mało zachęcające. Przedstawiają miasto sprzed wielu lat, kiedy większość zabytków nie była wyremontowana. To trochę tak, jak gdyby Warszawę reklamowano zdjęciami odrapanego Wilanowa sprzed remontu. Niby nie zmienia to wartości artystycznej, czy poznawczej, ale nikogo nie trzeba przekonywać jak istotne jest tzw. "pierwsze wrażenie"... Naprawdę redakcja nie posiadała lepszych zdjęć?

Artykuły w "Turystyce" mają to do siebie, że zawsze są dość powierzchowne. Ponieważ jestem zapalonym turystą, czytam je z przyzwyczajenia, ale wielokrotnie zadaję sobie pytanie, czy aby technika pracy redaktorów "Turystyki" nie polega na zwyczajnym "zbieraniu" informacji przez internet, a następnie tworzeniu rozmaitych artykułów w stylu "tu byłam". Przypuszczenie jest o tyle uzasadnione, że teksty często zawierają wiele błędów i aż przykro jest czytać (w poważnym dzienniku) teksty zawierające mnóstwo uogólnień, uproszczeń i przekłamań. Zwłaszcza, jeśli dotyczą krajów czy miejsc, które są mi doskonale znane.

Nie inaczej jest w przypadku Przemyśla. Choć ogólny ton artykułu jest zachęcający i sympatyczny, to naprawdę, mam wrażenie, że wielu błędów dałoby się uniknąć. Wynikają one niestety z braku rzetelności.

Najważniejsze błędy postanowiłem wynotować:

Uwaga o zamku wybudowanym przez Kazimierza Wielkiego "bielejącym nad parkowym wzgórzem": "urody dodają mu późniejsze renesansowe baszty z attykami". Tymczasem wzgórze ma jednoznaczną nazwę i od zawsze nazywa się Wzgórzem Zamkowym, a z zamku Kazimierza Wielkiego nie zostało niemal nic, co byłoby widoczne do dzisiaj (prawdopodobnie jedynie ostrołukowa brama wjazdowa pochodzi z czasów Kazimierza).

Miło jest poczytać o twierdzy, że była to "jedna z największych fortyfikacji w Europie", ale chyba dla czytelnika nieobeznanego z tematem, ciekawsza byłaby informacja, że to bezwzględnie trzecia co do wielkości twierdza w Europie, a według niektórych druga (jeśli nie liczyć Antwerpii). Tej informacji zabrakło.

Autorka przybliża dzieje tradycyjnych rzemiosł - fajczarstwa i ludwisarstwa, przy okazji opisywania pobytu w "Muzeum Fajek i Dzwonów". Następnie, po dłuższych opisach, czytamy: "w muzeum Felczyńskich zobaczymy m. in dzwon "Paweł" z 1938 roku" (nie wyjaśniono, dlaczego dzwon z XX wieku miałby być jakąś atrakcją?) oraz "Jedna z najcenniejszych pamiątek, to dzwon z przemyskiego ratusza z 1740 roku". Jest jeden problem. Muzeum Dzwonów i Fajek nie jest "Muzeum Felczyńskich", a takie muzeum jak "Muzeum Felczyńskich" (słynna przemyska rodzina ludwisarzy) nie istnieje! Wydaje się, że autorka odwiedziła dwa muzea, a tymczasem, pomimo stosowania dwóch różnych nazw, wciąż chodzi o tę samą placówkę.

Autorka opisuje wrażenia z przemyskiego Rynku: "przyciąga mnie zielona fasada Muzeum Historii Miasta, które niedługo przeniesie się do nowego gmachu na Placu Berka Joselewicza". Znów potworny błąd, bo Muzeum Historii Miasta nigdzie się nie wyprowadza i nie ma takich planów. To najmłodsze przemyskie muzeum w dopiero odrestaurowanej kamienicy. Błąd powstał stąd, że Muzeum Historii Miasta jest jedną z kilku filii Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej, które rzeczywiście przeprowadzi się niebawem ze swojej głównej siedziby do nowego budynku.

"Na Zasanie (...) przechodzę współczesnym Mostem Orląt Przemyskich prowadzącym pod pomnik kresowych obrońców polskości" - autorka chyba nie wie, że ci "kresowi obrońcy polskości" to właśnie Orlęta Przemyskie (czy Przemyśl to już kresy?), wydaje się, że tego nie sposób nie zauważyć będąc w mieście (wielki napis na pomniku "Orlętom Przemyskim"). Ale już zaraz, w tym samym zdaniu, spotykamy kolejny, rażący błąd "prowadzącym pod pomnik kresowych obrońców polskości i klasztor Dominikanów(!)". Otóż dawny Klasztor Dominikanów znajduje się na Starym Mieście, a autorka myli Klasztor Dominikanów z Klasztorem Benedyktynek. I jedno zakon i drugie...

Pomijamy opis staromiejskich kościołów i skupiamy się na Katedrze: "podziwiam jej gotycką, mocną, lecz strzelistą bryłę (XV/XVI wiek) i wolnostojącą barokową dzwonnicę. Cóż, każdy kto widział przemyską katedrę, stwiedzi, że na pewno nie można jej określić mianem "strzelista" ( w literaturze wręcz dominuje określenie "przysadzista"). Gotyckie jest tu wyłącznie(!) prezbiterium, a pozostała (znacznie większa) część to barok. Także samą dzwonnicę nie można nazwać "barokową", bo w swojej obecnej formie jest znacznie młodsza, co najwyżej jest to neobarok.

Na zakończenie prawdziwy "przebój": "w sąsiedztwie katedry zatrzymuje mnie jeszcze dworek Stanisława Orzechowskiego, głośnego politycznego publicysty Oświecenia". Autorka najwyraźniej nie odróżnia Odrodzenia od Oświecenia! Tym razem nie będzie komentarza....

Czy są to błędy godne największej gazety codziennej w Polsce, odpowiedzcie sobie sami. Czy autorka rzeczywiście przechadzała się przemyskimi ulicami, także. Szkoda.

04:41, jsherburt , varia
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 10 września 2007
sobota, 08 września 2007

Jeden ze sztandarowych obiektów, który dotychczas nie gościł na naszych łamach. Być może dlatego, że trudno przypadkiem trafić na Bakończyce, które są dosyć peryferyjną dzielnicą Przemyśla. Dawniej były odrębną miejscowością, istniał tu obronny dwór i zwierzyniec - letnia rezydencja starostów przemyskich. W 1778 roku dobra zostały sprzedane przez rząd austriacki hrabiemu Ignacemu Cetnerowi, aż drogą kolgacji i przemian własnościowych weszły w skład majątku rodu Lubomirskich.

 

Przemyśl - Pałac Lubomirskich
 
Przemyśl - Pałac Lubomirskich

Pałac - na miejscu dworu obronnego wymienianego przez XVII wieczne źródła - wzniesiono w latach 1885 - 1887 na polecenie księcia Hieronima Lubomirskiego, według projektu Maksymyliana Nitscha. Ze względu na brak środków nigdy nie ukończono wnętrz. Wokół znajduje się park, oraz wiele pozostałości i budynków dobrze prosperującego folwarku. Chodowano tutaj konie, istniał także browar.

To jedna z tych eklektycznych rezydencji, przy których stojąc oczekuje się odgłosu jadącej bryczki, gwaru powracających mieszkańców, czy też luksusowego samochodu z lat dwudziestych zajeżdżającego na podjazd...

 

Pałac Lubomirskich

 

Po wojnie była tu siedziba technikum rolniczego, co niestety zakończyło się stopniową dewastacją całego założenia. Od klku lat znajduje się tu siedziba jedynej państwowej wyższej uczelni w mieście - PWSW . Od tego czasu okolica odżyła - stary spichlerz niedawno zaadoptowano na nowoczesną bibliotekę, większość budynków w pakrku stała się siedzibami wydziałów uczelni, pojawili się studenci. Jeszcze wiele jest do zrobienia, ale trudno nie dostrzegać zmian na plus...

Poniżej neogotycka brama wjazdowa do parku.

 

Przemyśl. Pałac Lubomirskich - brama wjazdowa

 

Więcej informacji na temat ciekawej historii tego miejsca i innych siedzib Lubomirskich w regionie znajduje się tutaj .

 

 

czwartek, 06 września 2007

zwana też "magistralą transkarpacką". Stan obecny:

magistrala transkarpacka

Z przewodnika po Bieszczadach wydawnictwa "Rewasz" (wycofany z nowszych wydań rozdział "Z Przemyśla do Zagórza koleją"):

Mało kto zdaje sobie sprawę, że ta podrzędna jednotorowa linia, którą obecnie przejeżdżają dwa pociągi na dobę, była jedną z najważniejszych transkarpackich magistrali monarchii austro-węgierskiej, łączącą Przemyśl przez Zagórz i Łupków z Budapesztem, że miała dwa tory, że jeszcze przed wojną jeździły tędy międzynarodowe pociągi pospieszne. Kolej ta miała kiedyś poważne znaczenie strategiczne. Budowano ją pośpiesznie w okresie sporego natężenia stosunków międzypaństwowych w Europie. Jednocześnie powstawała wielka twierdza w Przemyślu. Poszczególne odcinki oddawano do użytku od maja 1872 r. do grudnia 1872 r., a w 1874 r. gotowy był tunel pod Przełęczą Łupkowską" ( - do dziś jeden z dłuższych i jedyny tunel pod przełęczą głównego grzbietu Karpat w Polsce)

 

magistrala transkarpacka

 

Po wojnie część tej linni znalazła się na terenie Związku Radzieckiego. Rzecz sprowadzała się do tego, że pociągi bez odprawy granicznej wyjeżdżały z Polski, by ponownie do niej wjechać w Krościenku w Bieszczadach. Taka bezpaszportowa "wyprawa zagraniczna" była jędną z atrakcji wyjazdu w Bieszczady dla całych pokoleń turystów. Krążyło na ten temat wiele opowieści. Pociąg był obsadzany przez radzieckich pograniczników, a powodem do jego zatrzymania mógł być nawet wyrzucony przez okno ogryzek - za każdym razem należało stwierdzić, czy "pakunek" nie zawiera wrogich materiałów propagandowych. Z resztą (podobno) istniał zakaz otwierania okien.

Stopniowo ruch na trasie zamierał. Powodem był kiepski stan torów i wydłużający się czas przejazdu, a przysłowiowym "gwoździem do trumny" okazały się przede wszystkim "opłaty tranzytowe", jakich zażądała już niepodległa Ukraina. W pierwszej połowie lat 90-tych ruch wstrzymano. Nie zmienia to faktu, że nawet dzisiaj prawdopodobnie jechałoby się tędy szybciej, niż obecną, okrężną trasą przez Jasło (5 godzin z Rzeszowa)

 

magistrala transkarpacka

 

Ta smutna historia miała szansę potoczyć się inaczej. W 1951 roku przeprowadzono największą od 1945 roku korektę granic. Polska oddała ZSRR miasta Bełz, Sokal, Krystynopol w województwie Lubelskim, a w zamian za to otrzymała Ustrzyki Dolne z przyległościami. Mówiło się nieoficjalnie, że przyczyną tej wymuszonej "wymiany" były bogate złoża węgla występujące na Sokalszczyźnie, a także, że pierwotnie zamiana miała przebiegać w taki sposób, by cała linia kolejowa Przemyśl - Zagórz znalazła się na terytorium Polski. Związek Radziecki zażądał jednak dopłaty w złocie (złoża węgla były "tajemnicą", choć niebawem wybudowano tam cztery kopalnie). Polska dopłaty odmówiła. Granicę przykrojono więc tak, że wycinek magistrali pozostał w ZSRR.

Dziś to historia niemal zapomniana. O dawnym stanie rzeczy świadczą jeszcze nalepione w wielu wagonach PKP "schematy sieci kolejowej w Polsce", gdzie linia ta wciąż oznaczona jest jako istniejąca.

Nawet Wikipedia podaje całkowicie błędny opis do hasła "pierwsza węgiersko-galicyjska kolej żelazna" (ed. 25.04.2009 - zauważyłem, że to stwierdzenie już straciło na aktualności - opis poprawiono)

Na zakończenie, fragment dawnej mapy, z zaznaczonym (czarną kreską) niemal idealnie prostym przebiegiem granicy państwowej na tym odcinku.

 

mapka

 

 


środa, 05 września 2007

 

Przemyśl - deptak nad Sanem

 

Bo jeszcze trwa lato, choć trudno w to uwierzyć.

 
1 , 2