Zakładki:
1. MIASTO:
2. OKOLICE:
3. BLOGI MIEJSKIE:
4. INNE BLOGI:
KONTAKT:

Creative Commons License
Zdjęcia są dostępne
wg licencji Creative Commons
-Podanie autorstwa
("przemyski.blox.pl")
-Użycie niekomercyjne
-Bez utworów zależnych
2.5 Polska
.






Przeszukaj zasoby strony:

biblioteka

czwartek, 09 sierpnia 2007

Po Galicji - okładka

Niestety nie wiem, czy na ukształtowanie się zainteresowań Martina Pollacka miało wpływ jego specyficznie „polsko brzmiące” nazwisko. Wiadomo natomiast, że autor „Po Galicji” studiował m.in. historię Polski i Europy środkowej w Polsce i był tutaj stałym korespondentem niemieckiego Spiegla, oraz, że przetłumaczył na język niemiecki niemal cały dorobek literacki Ryszarda Kapuścińskiego. Czy człowiek o takiej biografii nie wydaje się idealnym kandydatem na twórcę quasi reporterskiej, historycznej podróży po dawnej Galicji wschodniej?

Sam tytuł tej książki jest wieloznaczny – autor odbywa podróż „po” w sensie dosłownym, prowadząc narrację wzdłuż traktów kolejowych i drogowych, zatrzymując się w mniejszych lub większych miastach, przywołując ich opisy, wspomnienia, powiązane z nimi fragmenty utworów literackich, także często zapomniane (przynajmniej w Polsce) ciekawostki. Można go też rozumieć głębiej - jest to czas Po Galicji – gdyż tamtego kraju i ludzi już nie ma. Sama Galicja przestała istnieć nie tylko w sensie administracyjnym, stracona bezpowrotnie została jej dusza, oparta na koegzystencji, wielości kultur, religii i narodów.

Był to specyficzny świat, w którym nie znano jeszcze pojęcia jednorodności. Świat Polaków, Rusinów, Żydów, Niemców czy Ormian. Świat wielu wyznań: katolicyzmu obu obrządków, prawosławia, judaizmu, wielu kultur, wielu języków i stąd wielu literatur. Ale też świat wyjątkowej wręcz biedy i beznadziei – tutaj, okiem Austriaka, szczególnie nakreślony – zaniedbanych i brudnych żydowskich „sztetlów”, domokrążców, małorolnych chłopów emigrujących masowo za ocean, zapyziałej prowincji, analfabetów, błotnistych ulic w których rynsztokach można było utonąć, Hucułów nasączających koszule masłem, pewnej szczególnej martwoty i bezruchu, z którego co zdolniejsze i bardziej wrażliwe jednostki marzyły u ucieczce, o karierze urzędniczej czy naukowej w cesarskim Wiedniu.

Ta książka jest chyba ważniejsza dla niemieckojęzycznej części Europy – bo przywraca Galicji należne jej miejsce w historii i przypomina ilu pisarzy i ciekawych zjawisk zawdzięcza kultura europejska tej zapomnianej prowincji cesarstwa Habsburgów. Dla Polaków może być o tyle interesująca, że przywraca rzeczy właściwe proporcje – przypomina, że nie byliśmy sami, że nasze cierpienia nie były jedynymi cierpieniami, że nasza nędza nie była jedyną nędzą, a nasz mit Galicji, jako ziemi, na której w krytycznym momencie historii mogła bez ograniczeń kwitnąć polska kultura i nauka nie jest jedynym mitem. Z resztą, akurat w Galicji wschodniej mit Polaka, to mit ziemianina, przedstawiciela warstw uprzywilejowanych i raczej wykształconych.

Przyjęty schemat podróży wzdłuż komunikacyjnych szlaków i wynikające z nich opisy miast mogą być trochę nużące dla osób nie zainteresowanych tematem, czasem można odnieść wrażenie, że to sztywne założenie kompozycyjne nie pozwala opowieści płynąć swobodnie i rozwijać się w sposób nieoczekiwany.

Autor zaczyna swą opowieść od Przemyśla, przywołując literacką relację pewnego węgierskiego pisarza (z Galicji rodem) o kotlecie z gwoździem, podanym w eleganckiej, dworcowej restauracji. Autor został sądowo zmuszony do odwołania kalumnii, ale kotlet pozostał w literaturze... (i żyje nadal - jako dowód na nędzę Galicji przytacza to zdarzenie mocno niedouczony w kwestiach historycznych Franz Forstner – autor monografii „Twierdza Przemyśl” – wydanej przez wydawnictwo „Bellona”) Są tu też ciekawe wspomnienia zapomnianej u nas Helene Deutsch – znanej psycholog, asystentki i uczennicy Zygmunta Freuda, dla której to miasto pozostało „centrum świata” nawet po emigracji do Ameryki. (Młodzieńczą miłością Deutsch był Herman Liebermann – jeden z największych działaczy przedwojennej PPS, człowiek którego grób istnieje do dziś na cmentarzu żydowskim w Przemyślu i któremu miasto zawdzięcza monumentalny gmach dawnego Domu Robotniczego, pierwszej w Galicji instytucji powstałej ze składek robotniczych, mającej nieść kaganek oświaty wśród warstw pracujących). Potem jest tylko ciekawiej – o chasydach i podziałach religijno – obyczajowo – językowych istniejących wśród galicyjskich Żydów, o Rusinach, którzy właśnie stawali się Ukraińcami, o rodzących się nacjonalizmach, niebywałym rozkwicie prasy (w średniej wielkości mieście ukazywało się kilkanaście i więcej tytułów, swoje „organy” miały wszelkie stowarzyszenia i koła, a to wszystko pomimo ogromnego analfabetyzmu) o zapomnianych Bojkach, wojowniczych Hucułach i o cudownej recepturze na porost włosów. Na kartach tej książki powraca świat umarły – cuchnący brudem, zdechłą kurą gnijącą w kałuży i pachnący kolonialnym sklepem, pierwszorzędną kawą i egzotycznymi owocami . Przerażający biedą i zacofaniem, fascynujący wyrastającymi tu talentami i prawdziwą wielokulturowością, - taką, której nie ma już nigdzie.

Przemyśl jest jedynym miastem z opisywanych w książce, które zostało w Polsce. Na turystach mogą wywierać wrażenie dwie katedry i dwóch biskupów, bliskość Ukrainy i „duch Galicji wschodniej”, ale nie da się zapomnieć, że w miejscu dzielnicy żydowskiej i społeczności żyjącej w tym miejscu niemal od tysiąca lat, jest kilka pustych placów. Że ten Przemyśl w niewielkim stopniu przypomina tamten... Jeszcze gorzej jest z Galicją – nie było powodów byśmy mieli Galicję kochać, ale było wiele, by się nią fascynować. Ta książka Wam w tym pomoże.

sobota, 09 czerwca 2007
Właśnie (czerwiec 2007) ukazało się w księgarniach najnowsze wydanie najlepszego, najbardziej obszernego, rzetelnego i godnego polecenia przewodnika po Pogórzu Przemyskim. Chodzi o "Pogórze Przemyskie" warszawskiego wydawnictwa "Rewasz" - pióra Stanisława Krycinskiego - jednego z największych znawców i popularyzatorów tego regionu. To już drugie wydanie (nie licząc słownika historyczno - krajoznawczego z 1992 roku, który stał sie bazą dla przyszłego przewodnika) poszerzone o aktualne i przydatne informacje praktyczne, opis szlaków turystycznych i najobszerniejszy słownik miejscowości pogórza, zawierający wiele bardzo ciekawych informacji. Szczerze polecam!
czwartek, 22 lutego 2007

Mieczysław Orłowicz zaliczany jest do grona "pionierów" polskiego krajoznawstwa
i nowocześnie rozumianej turystyki. Był propagatorem tego, co dziś nazwalibyśmy "zwiedzaniem" - czyli poznawaniem regionów kraju, ich historii i zabytków, będącym przyjemnością i częścią stylu życia. Przyczynił się do tego, że to wcześniej mocno elitarne hobby stało się rozrywką masową. Orłowicz był też jednym z założycieli Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego (PTK) w 1909 roku i czołowym propagatorem turystyki górskiej. Napisał około 100 przewodników turystycznych, zarówno po regionach kraju, jak i omawiających poszczególne pasma górskie. Dziś jego imię nosi główny szlak sudecki i jedna z ważniejszych bieszczadzkich przełęczy.

M. Orłowicz też autorem pierwszego "prawdziwego" przewodnika po Przemyślu, wydanego w 1917 roku. Jakkolwiek od tego czasu powstało już wiele podobnych publikacji, to przewodnik ten nadal jest szczególnie wartościowy. Wiele ustaleń autora miało charakter pionierski, stąd częste powoływanie się nań - w wielu naukowych publikacjach poświęconych historii i architekturze regionu. Jakiś czas temu ukazał się w księgarniach jego reprint, ale nakład został szybko wyczerpany.

 

Orłowicz.Przewodnik po Przemyślu

 

Ta książka poza walorami historyczno - krajoznawczymi jest też świetną panoramą życia miasta w tamtym czasie. Na jej powstanie miał wpływ przypadek. W wyniku wydarzeń
I WŚ i oblężenia, a potem zdobycia twierdzy, Przemyśl często gościł na łamach światowej prasy (najciekawsze, oryginalne relacje prasowe można zobaczyć tutaj), ale informacje o samym mieście i jego wcześniejszych dziejach były często niedokładne, lub nieprawdziwe. Stąd w kręgu lokalnych towarszystw naukowych zrodziła się idea napisania przewodnika. Tymczasem okazało się, że w mieście służbę wojskową odbywa właśnie M. Orłowicz. Trudno było nie skorzystać z okazji:

"(...) Dukrotne oblężenie, a potem zajęcie przez Rosyan, a w końcu oswobodzenie - sprawiły, że od września 1914 do czerwca 1915 był Przemyśl na ustach wszystkich,
a wyrazem powszechnego zainteresowania się naszem miastem były sprawozdania
i artykuły w prasie całego świata, opisy, pamiętniki, ulotne wiersze i t.p. W powodzi książek i wiadomości dziennikarskich, odnoszących się do Przemyśla, napotykamy co krok na szczegóły niezgodne z rzeczywistością, świadczące o nieznajomości obecnych i minionych jego stosunków. Powodem tego jest brak dziełka, któreby w sposób przystępny informowało o dziejach naszego miasta, jego zabytkach, teraźniejszości
i t.d. "Monografia miasta Przemyśla", napisana przez L. Hausera jest jest za obszerna
i już przestarzała (wyszła w r. 1883), wobec czego zawiera wiele rzeczy nieaktualnych, zaś plan tutejszego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, by w szeregu monografii opracować Przemyśl, z powodu wojny uległ odroczeniu (...) Na samym początku akcyi przyszedł komitetowi w pomoc nadzwyczaj szczęśliwy zbieg okoliczności. Oto dowiedzieliśmy się, że w Przemyślu przebywa w wojsku, Dr. Mieczysław Orłowicz, znany w Polsce turysta, b. prezes Polskiego Tow. turystycznego we Lwowie oraz sekretarz Kraj. Związku Turystycznego, autor cenionych przewodników po Galicyi, Polsce i Europie. Gdy mu
o naszem przedsięwzięciu powiedzieliśmy i o napisanie przewodnika po Przemyślu prosiliśmy, z największą chęcią podjął się tego dzieła, zaraz się do niego zabrał
i w przeciągu 3 miesięcy je ukończył. Za tą obywatelską gotowość, za obdarzenie naszego miasta tak cennym, wiele nowych i ciekawych szczegółów zawierającym Przewodnikiem, wyrażamy Mu na tem miejscu serdeczne podziękowanie
."

Jak każde wydawnictwo komercyjne, przewodnik nie mógł obyć się bez reklam. Wybrałem dwie. Internat Sióstr Felicyanek "za umiarkowaną opłatą przyjmujący uczennice c i k Seminaryum nauczycielskiego i szkół wydziałowych. Zbudowany
z wszelkimi wymaganiami hygieny w zacisznem miejscu nad Sanem; powietrze czyste
i zdrowe z pobliskich lasów i gór o ślicznych malowniczych widokach ze wszystkich stron, mający centralne ogrzewanie, wodociągi, łazienki i mogący pomieścić 250 panienek" :-) No i jeszcze lekcje muzyki za "osobną opłatą", oraz wygodna i obszerna kaplica w której "codziennie odprawia się Msza św."

 

Felicjanki

 

No i "Fabryka maszyn i odlewarnia żelaza - zaprzysiężony rzeczoznawca c.k. sądu",
a w niej "Specyalny oddział naprawy automobili i gum. Warsztaty mechaniczne dla naprawy i rekonstrukcyi maszyn parowych, motorów, urządzeń przemysłowych o gospodarskich"

 

odlewarnia

 

wtorek, 12 grudnia 2006

Biały Kruk

 

Pogorze-mapa

 

Niedawno zdążyła się ukazać - a już stała się białym krukiem. Czyżby wydawca niedoszacował zapotrzebowania? Pogórze Przemyskie miało jak dotąd pecha - turyści byli skazani na wyjątkowo słabą mapę wydaną nakładem OPGK Rzeszów - niedokładną, zawierającą wiele błędów, z fatalną treścią krajoznawczą. Aż do roku 2006...

Ta mapa jest przełomem - niezwykle dokładna, zarówno pod względem odwzorowania rzeźby terenu, jak i nazewnictwa i wszelkich innych danych, oraz rzetelnego oznaczenia przebiegu szlaków turystycznych. Treść krajoznawczą opracował nie kto inny, jak Stanisław Kryciński, niestrudzony popularyzartor Pogórza, Bieszczad, Beskidu Niskiego i autor całkowicie pionierskich opracowań historyczno-krajoznawczych na ten temat. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że dzisiaj (12.12.2006) mapa ta, wydana w końcu przez całkiem duże i poważne wydawnictwo, praktycznie nie jest dostępna - nie oferuje jej żadna(!) księgarnia internetowa, nie jest dostępna w serwisach aukcyjnych... Nie można jej nawet zobaczyć na stronach wydawcy - wydawnictwa Demart!

 

Autorzy są Wydawnictwu wdzięczni za ww. publikację, ale sytuacja, w której nie można jej obejrzeć, ani kupić w całym internecie, musi budzić zdziwienie... (zwłaszcza u szczęśliwego posiadacza)